Wyznania z szafy

photo-1445205170230-053b83016050Na zakupach wybierałam to co mi się podobało – to był mój wyznacznik. Niby nic dziwnego ale nie brałam pod uwagę jednej rzeczy…

Jak kupiłam bluzkę to nie myślałam czy będzie dobrze wyglądała z wcześniej kupionymi spodniami i bluzą. Nie myślałam o tym jak zestawię dane ciuchy i czy w ogóle mam je z czym zestawić. Błąd.

Jak byłam nastolatką to lubiłam kolorowe ubrania i często takie gościły w mojej szafie. Wyróżniałam się bo moje koleżanki raczej chodziły w prostych krojach. Owszem, pojawiały się u nich kolory ale były tłumione prostymi jeansami czy ciemnym sweterkiem. A ja lubiłam jaskrawe barwy, ciekawe wzory. No ale nie potrafiłam w tym uzyskać jakiegoś stylu, więc ubierałam się głownie na sportowo. Co w gimnazjum było dość powszednie.

W liceum zetknęłam się z dziewczynami…tfu, kobietami. Ubierały się w zwiewne koszulki, spódniczki, sukienki – kobieco. Niektóre zbyt mocno kusząco ale to już kwestia indywidualna. A ja w pierwszej klasie biegałam nadal w bluzie chociaż spódniczki zaczęły już się pojawiać. Nie byłam taka młodziutka więc wiadome, że chciałam podobać się chłopakom a i dobrym słowem od koleżanek nie pogardziłam. Mimo, że jakoś specjalnie dużej uwagi do stroju zazwyczaj nie przywiązywałam to słyszałam, że fajnie się ubieram.
A im bardziej rezygnowałam z kolorowych oraz sportowych ubrań tym więcej komplementów słyszałam. Więc w mojej garderobie na koniec liceum można było znaleźć 3/4 ciuchów w beżach oraz szarościach wszelakich oraz prostych krojach.

To proste rozwiązanie dla osób, które nie chcą się codziennie zastanawiać co założyć, co z czym zestawić. Gładkie, stonowane, proste elementy naszej garderoby zawsze będą ze sobą dobrze wyglądały. Tylko czy o to chodzi?

pexels-photo-12967-large

Śmiało mogę stwierdzić, że do teraz to stosuję. Owszem, czasem pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa i mam np. różową, falbaniasta sukienkę, ostro pomarańczową spódniczkę czy też koszulki ze śmiesznymi nadrukami w swojej szafie. Lecz są to pojedyncze jednostki. Wyglądam młodo, mimo 25 lat mogę zapomnieć o zakupie wina bez okazania dowodu, więc takie swawolne ubrania nie ułatwiają mi sprawy. Chciałam wyglądać poważniej, bo przekłada się to na odbiór mojej osoby.

Tak, ubiór decyduje o tym jak postrzega nas otoczenie.

I chodzę po sklepach. Widzę piękne, zwariowane lecz gustowne ubrania ale wiem, że będzie to wymagało ode mnie kreatywności w złożeniu stylizacji. „Czy w ogóle ja mam z czym to zestawić? Kupię i będzie wisiało…” – tak się kończy rozterka nad np. przepiękną spódnicą w Mohito, która generalnie bardzo pasuje do mojej osobowości ale już mniej do mojej szafy.

I doszłam do wniosku, że moja garderoba w ogóle nie odzwierciedla tego kim jestem!
No może pomijając dział „Dresy, podkoszulki – ciepło i wygodnie” 🙂
Więc dość niedawno postanowiłam, że to zmienię.
Chcę mieć szafę pełną kolorów, zabawnych nadruków (nie dziecinnych), spódnic, koszul. Nie zrezygnuję z prostych sweterków bo to jedna z moich miłości ale chcę mieć więcej kobiecych ubrań lecz z nutką wariactwa. Dobrze czuję się w kwiatowych, romantycznych sukienkach, których brak w mojej szafie.

Szukałam swojego stylu i go znalazłam. Nie jest on mocno zdefiniowany, panuje w nim lekki miszmasz ale to chyba jego urok.
Nie chcę wyglądać jak większość blogerek, nie chcę minimalistycznej szafy. Chcę kolorów, falbanek, kwiatków, koronek a czasem gładkiej, prostej małej czarnej.

Więc moja złota rada to aby Wasza szafa odzwierciedlała Was.
A to wcale nie jest takie proste i oczywiste…

  • A już myślałam, że tekst będzie mini wersją książki Kasi Tusk… O bazie podstawowych ubrań, które do wszystkiego pasują… I chociaż książkę polecam, to jednak fajnie, że jesteś w tym wszystkim sobą 🙂 jeśli lubisz kolory, falbanki i kwiatki – to kto niby ma Ci tego zabronić???

    • wredota

      Właśnie przestałam tego zabraniać sama sobie 😉 Jedyna przeszkoda pokonana! 🙂