Czy warto planować wspólną przyszłość?

Zaczęłam się zastanawiać czy to całe planowanie wspólnej przyszłości ma w ogóle jakiś większy sens?

Wszyscy dobrze wiemy, że większość kobiet (ja też) przyszłość swoją oraz swojego partnera planują już po pierwszej randce – o ile była udana. Ślub, piękna suknia, dom z cudownym ogródkiem oraz dwójka wspaniałych dzieci – tak zazwyczaj wyglądają te plany. Oczywiście generalizuję ale z tym planowaniem po prostu tak jest, bez względu na to czy widzisz Was z dwójką dzieci czy zwiedzających cały świat tylko we dwoje.

Kobiety lubią planować i możemy za to śmiało winić wszelkie romantyczne bajki, filmy i książki. Najpierw nasłuchałyśmy się jak to Książę na białym koniu rozkochuje w sobie Księżniczkę od pierwszego wejrzenia a później komedie romantyczne utwierdziły nas w przekonaniu, że jakby źle nie było to i tak czeka nas wymarzony happy end. I mimo tego, że dostałyśmy od życia nie raz po tyłku to nadzieja nie umiera. Ale ja nie o tym…pexels-photo-70737-largeKsięcia już mamy i plany pt. „żyli długo i szczęśliwie” również są. Tylko czy one mają sens? Marzyć nikt nam nie zabroni ale rzeczywistość bywa okrutna. Nie mówię tu o skrajnych przypadkach gdzie nasz partner okazuje się alkoholikiem itp.. Bardziej popularna wśród młodych facetów jest kwestia tego, że ich sposobem na życie jest tzw. życie chwilą o czym dowiesz się niestety nie tak szybko – początki zawsze są cudowne. Może być też tak, że najnormalniej w świecie nie wytrzymasz tych rozrzuconych skarpetek albo cotygodniowych wypadów z kolegami i tyle – po planach.

Przyznam, że ja tak mam – cholernie szybko i mocno się angażuje. A po rozmowach z wieloma kobietami wiem, że nie jestem odosobniona (uff). Nie mam pojęcia skąd się to bierze i zastanawiam się nad plusami i minusami tego wszystkiego.
Z jednej strony po prostu mam potrzebę stabilizacji i wiem czego chcę lecz z drugiej strony ta silna potrzeba powoduje wiele rozczarowań.pexels-photo-72634-largePostanowiłam więc lekko wyluzować lecz nie rezygnować ze swoich pragnień – wychodzę z założenia, że to kwestia znalezienia odpowiedniego partnera, który ma takie same potrzeby i marzenia.

I wtedy (wreszcie!) zaczniecie budować swoje realne „żyli długo i szczęśliwie” 😉