Moje 25 lat.

22 października skończyłam 25 lat. Jakoś zazwyczaj nie zwracam uwagi na wiek aczkolwiek teraz postanowiłam na chwilę się zatrzymać i zastanowić….

Wiesz, takie egzystencjalne przemyślenia – czy jestem szczęśliwa? w jakim punkcie życia jestem? dlaczego stało się tak a nie inaczej? Co mogę zmienić? Kolejny cel?

Myślałam, że jestem na dobrej drodze ale jak zwykle dostałam pstryczka w nos (a raczej kopa w tyłek). Znów. Nie wiem czy jestem bardziej rozczarowana swoją wieczną nadzieją i naiwnością czy osobami, które potrafią wszystko spieprzyć.

Nie jestem smutna czy też załamana – wiem, że większość mojego życia to pozytywy.
Podobno nie można mieć wszystkiego więc śmiem twierdzić, że wielka miłość już mi pisana nie jest. I kurde nie jest mi z tym specjalnie źle – wiem, to dziwne ale może ja już nie mam złudzeń? przeżyłam swoje i…a zresztą – to temat na inny post.

Tak więc skończyłam magiczne 25 lat i wzięłam się za jakieś podsumowania czy też inne analizy i stwierdzam, że jestem na plus. I to jest najważniejsze.

Lubię generalnie swoje życie a najbardziej cieszy mnie, że lubię siebie. To jakim jestem człowiekiem i jak kieruje swoim życiem. Mocno dopracowuje kwestię tego aby mieć zdanie innych daleko od swoich myśli i decyzji. Nie jest to łatwe ale co raz częściej mi się udaje. Staram się być jak najlepszą mamą i wiem, że robię wszystko co mogę aby Mela była szczęśliwa. Mam świetną pracę, mieszkanie, hobby… Mam dużo pomysłów, które powoli wdrażam w życie.

Więc myślę, że jak na 25 lat to jest bardzo dobrze.
Nie zatrzymuje się. Nic mnie nie zatrzymuje. Mam plany, chęci i możliwości.
Życzę sobie żebym w 30 urodziny była równie zadowolona z siebie a nawet bardziej.

Do następnego? Mam nadzieję.